dziwna sprawa

Hermiona
Nie mogłam w to uwierzyć. On to zrobil.
- będziemy mieli przewalone- zaśmiał sie Teo a ja sie w niego wtuliłam.
- co ? ale jak ty mogłaś ty ty - usłyszałam głos Ron'a i zobaczyłam, że idzie w naszą strone.
- tak samo jak ty mogłeś z tą Brown - fuknęłam co było błędem bo chłopak wyciągną różdżke
- Ron schowaj różdżkę to mimo wszystko nasza Hermiona - kiedy usłyszałam głos Harry'ego zrobiło mi sie ciepło na sercu ale tylko przez chwile bo po chwili usłyszałam
- drętwota- i w błyskawiczny tempie pomknęło do nas czerwone światło, które z łatwością odbił ślizgon.
- Starczy - zadarła się... Ginny, merlinie po co ona się miesza.
- nie mieszaj sie - wydarł się rudo włosy chłopak i spojrzał na nią wzrokiem, którego sam Salazar Slytherin by się nie powstydził
- bede się mieszać do cholery, odłóż różdżke bo sie ośmieszasz i przestań rzucać zaklęcia bo cie nauczyciele ze szkoły wyrzucą za złe użycie magii a teraz jeśli ci życie miłe to przeprosisz Mione i Nota bo jak nie to napisze do matki a ty już najlepiej wiesz co ona zrobi - fukneła dziewczyna a potem wyszła z sali
- no ten ja sory - usłyszałam od rudego chłopaka, który udał sie biegiem za swoją siostrą.
GINNY
Wybiegłam na błonie i usiadłam obok fontanny. Czemu to wszystko jest takie cieżkie
- poznajesz mnie Ginevro - spojrzałam szybko przed siebie i ujrzałam czerwone źrenice.
- musisz przyjść do zakazanego lasu dziś jak już wszyscy zasną - poczułam ogromny ból w głowie i chyba wpadłam do fontanny. A ostatnie co usłyszałam to krzyk Deana.
Obudziłam sie w skrzydle szpitalnym i bardzo się zdziwiłam.
- obudziłaś sie  krzyknął szczęśliwy rudzielec
- paniczu Weasley prosze nie krzyczeć jesteśmy w szpitalu- skrzekliwy głos madame pomfrey wyrwał mnie ostatecznie z  śpiączki.
- prosze to zjeść a potem wypić i możesz wyjść to nic poważnego - oznajmiła z uśmiechem na twarzy a potem weszła do swojego gabinetu.
Spojrzałam na szafke nocną i zobaczyłam ogromny bukiet róż
- od kogo taki bukiet - spyta mój brat 
- nie mam bladego pojecia ron - odpowiedzialam zgodnie z prawdą 
Po południu mieliśmy już normalnie treningi choć ja nie mogłam w nim uczestniczyć siedziałam na trybunach i mocno im kibicowałam. 
- Gi idź już do szkoły ściemnia się - powiedział mój brat a ja stwierdziłam że nie warto się kłócić 
Ledwo weszłam do szkoły a na dziedzińcu siedział Malfoy 
- dzięki za kwiaty - wypaliłam a on sie wyprostował 
- domyśliłaś sie - spytał zdziwiony i uniósł jedną brew 
- posłuchaj Weasley  trzymaj sie z daleka od zakazanego lasu - dodał po chwili a potem mi coś dał 
 - co to ma być malfoy - spytałam spoglądając na wisiorek 
- to co w nim jest ochroni twoje wspomnienia i nikt nie będzie mogł spenetrować twojego umysłu  - szepnął i po prostu odszedł. Ubrałam naszyjnik i poszłam dalej 
Draco
- Wzięła go jest mądra pomyślałem i wszedłem do lochów 
Zobaczyłem ze na moim oknie siedzi sowa 
Rozpoznałem perfumy mojej matki więc domyśliłem się że to od niej 


Draco 
synku uważaj na siebie. kochamy cie i wiemy że to co robisz jest słuszne. 
nie powinnam ci tego mówić ale musisz za wszelką cene chronć Ginevre. 
Czarny pan chce żeby dziewczyna została żoną jakiegoś  śmierciorzercy 
List spal żeby nie wpadł w niepowołane ręce 
Ufam ci skarbie 

Zaczałem się zastanawiać nad treścią listu czy to wogóle jest możliwe 
- Draco dumledore cie wzywa - oznajmił Zabini a ja wyszedłem z dormitorium 


sługo mnie nie było ale wracam ;*






Komentarze